wtorek, 10 listopada 2020

 

Nie wiem jak można opisać to, co czujesz, kiedy dowiadujesz się, że twojemu dziecku jest tak źle na świecie, że nie chce żyć. Strach, nie, to mało powiedziane – przerażenie blokujące możliwość poruszania się, nawet oddychania. Ale oczywiście mózg ma swoje zdanie i dalej będzie tłoczył krew i pompował powietrze i będziesz żyć. Najpierw, kiedy jeszcze działa adrenalina działasz, załatwiasz, szukasz pomocy. Ale później, w nocy, kolejnej bezsennej, przepłakanej ogarnia cię niemoc, bezradność, serce pęka na milion kawałków i czujesz, że już nigdy ich nie posklejasz. I próbujesz zrozumieć gdzie popełniłaś błąd. Dlaczego jesteś tak beznadziejną matką? Czy dlatego, że sama miałaś schrzanione dzieciństwo i nie umiesz stworzyć normalnej rodziny, czy dlatego, że odezwała się genetyka i twoje dzieci dziedziczą brak chęci do życia, czy dlatego, że spłacasz teraz jakiś dług za cierpienia, których sama kiedyś komuś przysporzyłaś? I to poczucie winy zalewa cię co dnia, sączy się z ciebie i zajmuje niebawem całą przestrzeń, w której się poruszasz. A potem złość, na wszystko i wszystkich, którzy są szczęśliwsi od ciebie i na Twoją córkę, że cię nienawidzi i na męża, że był za ostry, zbyt despotyczny i na syna, że był dla niej niemiły, że ciągle się kłócili, i na swoją matkę, że kiedyś podjęła decyzje spieprzające ci życie, i na siebie, że w ogóle odważyłaś się mieć rodzinę, wiedząc, że jesteś spaczona psychicznie, i... A potem smutek, smutek, smutek... I możesz już tylko płakać a morze łez odbija się o twój falochron...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

  Najgorsza jest tak naprawdę nadzieja. Przez większość czasu czujesz się jak na jakiejś cholernej kolejce górskiej. Ze stacji „Kiedy Bóg pr...