środa, 11 listopada 2020

 

Zawsze kochałam morze. A teraz, kiedy tak bardzo chciałabym tam być, pojechać, usiąść na plaży, zatracić się w szumie fal, albo zanurzyć w nim i czekać aż pochłonie cię w swojej nieskończoności wody, teraz nie mogę. Teraz ogarnia mnie inne morze. Groźniejsze i głębsze od wszystkich innych. To morze wylało się na nas, kiedy zawieźliśmy naszą córkę na toksykologię. Pani doktor zgodziła się z nami porozmawiać i to właśnie ona uwolniła fale. Wiadro pomyj, jak powiedział mój mąż. A może zimny prysznic. Cała lista substancji, o których do tej pory czytałaś jedynie w książkach. I to pytanie, które nadal dźwięczy w moich uszach „Nie zauważyliście niczego?” I wtedy stanęła mi przed oczami inna kolekcja momentów. Pocięte słomki w pokoju. Zostawiane śniadania, obiady i kolacje. Spanie po całych dniach lub nocach przy włączonej muzyce. Nocne wyjścia lub powroty. Humory zmienne jak marcowa pogoda. I masz ochotę tłuc głową w ścianę. Albo skoczyć z tego okna za plecami. To była oczywiście nasza druga wizyta w tym miejscu, Za pierwszym razem, niedawno, miesiąc niecały temu, nikt nie chciał z nami rozmawiać, a my w swojej naiwności myśleliśmy, że to taki incydent, jednorazowa utrata kontroli... Że przeżyjemy ten moment, że damy radę sami. Potem, gdy odwiedzałam szpital psychiatryczny rosła we mnie złość, To nie miejsce dla mojej córki, nie powinno jej tu być. Tylko my, w domu, swoją miłością możemy ją uleczyć. Dlaczego nie chcą mi oddać mojej małej dziewczynki. I gdy po miesiącu znowu przyszło nam zmierzyć się z barierą zamkniętych drzwi oddziału, gdy moja córka powiedziała ćpam bo lubię, gdy Pani doktor uświadomiła nam, jak głębokie i długie jest uzależnienie mojej córki, poczułam, że nie chcę dłużej żyć. I jak bardzo banalnie by to nie zabrzmiało, morze rozpaczy zalało mnie po czubek głowy, rzucając mną o dno. Ale jeszcze nie utonęłam...

Chociaż to wtedy moja córka napisała mi, że mnie nienawidzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

  Najgorsza jest tak naprawdę nadzieja. Przez większość czasu czujesz się jak na jakiejś cholernej kolejce górskiej. Ze stacji „Kiedy Bóg pr...