czwartek, 12 listopada 2020

 

Widziałam dzisiaj na ulicy mamę z dzieckiem, takim malutkim. Mama pchała wózek a dziecko niosła na rękach. Przypomniało mi się, że moja córka, kiedy była malutka, też nie lubiła jeździć w wózku tylko chciała żeby ją nosić. Najbardziej lubiła być przewieszona przez ramię, tak, żeby wszystko widzieć. Płakałam jak nigdy. Tak po prostu, na ulicy, choć ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. A ja miałam przed oczami moją córeczkę, która głośnym krzykiem dopominała się o to, żeby zabrać ją na ręce. I wtedy uświadomiłam sobie, że emocją która najbardziej kojarzy mi się z moją córką jest złość. Na to, że nie chce smoczka, na to, że nie ma mamy blisko, na to, że nie dostała tego, co chciała. Ze złości nauczyła się chodzić, ze złości gryzła brata, ze złości krzyczała na wszystkich. Gdy stała się nastolatką złościła się jeszcze częściej, kłótniom i krzykom nie było końca. Myślałam, to dobrze, nie można dusić emocji, wykrzyczy się, poczuje ulgę.

Ale później przyszedł ten czas, kiedy złość zgęstniała, otoczyła ją i sączyła się z niej nieustannie. Nie było już prawie nic innego. Teraz wiem, że wtedy już brała. Krzyczała, że kogut pieje, pies szczeka, domownicy rozmawiają. Bałam się tej złości tak bardzo,że wpadłam w jakiś obłęd. Zdejmowałam papcie z nóg, żeby nie hałasować na schodach, schodziłam się wysikać do łazienki na dole, opanowałam do perfekcji sztukę bezgłośnej egzystencji w domu. A mimo wszystko potrafiła zejść i zrobić mi awanturę o to, że łyżka stuknęła o słoik, kiedy nakładałam buraki. Teraz zarzuca mi, że jestem bierna wobec agresji syna i męża wobec niej, że nie chronię jej przed ich złością, A ja nie potrafię... A ja czuję jakby mnie nie było... Swoją złość zbijam w kulkę nadmorskiego piasku i ciskam nią w ten cholerny falochron. I wygarniając piasek z oczu wiem już na pewno, że to ja jestem i falochronem i złością... Chcę go wyrwać słupek po słupku i cisnąć je daleko w morze, żeby unosiły się na falach gniewu.

Ale falochron jest przecież potrzebny, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

  Najgorsza jest tak naprawdę nadzieja. Przez większość czasu czujesz się jak na jakiejś cholernej kolejce górskiej. Ze stacji „Kiedy Bóg pr...